Image default
Amazon

Amazon Fire HD 8 Reader’s Edition to wg jego twórcy najlepszy tablet do czytania. Jak widzę jego rozdzielczość, to powątpiewam….

W sumie wiele hałasu o nic. Dlaczego? Bo Amazon Fire HD 8  nie jest tabletem najświeższym. Swój debiut miał we wrześniu, ale jego producent postanowił wykorzystać okres przedświąteczny i napompować nieco atmosferę wokół niego, stąd do nazwy dopisał jeszcze definiującą frazę Reader’s Edition, i oto mamy nowy (stary) produkt, który ma olśnić wszystkich fanów cyfrowej literatury. I pewnie byłoby to jeszcze do przełknięcia, ale Amazon idzie całkowicie po bandzie. Po pierwsze tablet ten hardware-owo właściwie niczym nie wyróżnia się od Fire HD 8 z września. Co więcej, jak na tablet do czytania, zakładałbym że będzie miał bardziej przyzwoitą rozdzielczość… Jednego jednak odmówić jego Twórcy nie umiem – 8 cali, to naprawdę najlepszy rozmiar dla produktu typu Reader’s Edition.

[showads ad=rek3]

Jednym z moich ulubionych tabletów, na którym przeczytałem sporo elektronicznych książek okazał się… Samsung Galaxy Tab 3 8.0. Mam nadzieję, że nie zarzucisz mi tutaj kryptoreklamy, bo w sumie nie wiem, dlaczego miałbym promować kilkuletnią dachówkę, która raczej lubi dzisiaj zbierać kurz niż odciski palców ;). Jak na obecne czasy, to już nie ten hardware i wątpię, czy trzeba być poweruserem, aby doświadczać dzisiaj sporych przycięć i lagów z tym tabletem. Jedno się jednak – pomimo upływu czasu – nie zmieniło. Uważam z całym przekonaniem, że był to mój najbardziej ulubiony sprzęt do czytania. Rozterki miałem jeszcze pomiędzy iPadem 2, chociaż ten jest już tak wiekowy, że nawet obcowanie z ebookami nie jest już na nim przyjemne. Natomiast 8 cali Galaxy Taba 3.0 zdecydowanie przetrwało próbę czasu. Dlaczego o tym piszę w tekście, który dotyczy Fire HD 8? Bo Amazon zdaje się, że rozumie zalety ośmiocalówek równie dobrze, jak ja :), a teraz chce swojego wapniaka sprzedawać podkreślając tą jego wyjątkową cechę.

Tablet Amazon Fire HD 8 Reader's Edition - fot. mat. pras.
Tablet Amazon Fire HD 8 Reader’s Edition – fot. mat. pras.

Odświeżony tablet Amerykanów trafi na sklepowe półki już za dwa dni. Amazon Fire HD 8 Reader’s Edition, to mimo wszystko tablet, a zatem MUSI posiadać w sobie hardware, który pozwoli nie tylko na czytanie, ale też na nieco multimedialnej rozrywki. Ale szału tutaj nie ma. Czterorodzeniowy układ MediaTek, do twego 1 GB RAM i 16 GB na pliki, z czego część zarezerwowana dla systemu… Niby jest jeszcze 5-Mpx aparat i slot na karty MicroSD do 128 GB, ale litości (!) – to nie jest standard, jakiego bym sobie dzisiaj życzył. Tym bardziej, że Fire HD 8 przegrywa jeszcze jednym zasadniczym detalem – rozdzielczością wynoszącą 1280×800 px… dając ziarno na poziomie 189 punktów na cal! Cóż, u progu 2016 roku brzmi to jak komiczny żart. I jeszcze rozumiem, jeśli miałby to być sprzęt dla osób z mniej zasobnym portfelem, ale dedykowany ludziom, którzy czytają?

Chodzi o to, że nie wyobrażam sobie, aby jego wydajność na najbliższe lata pozwalała zaspokoić potrzebę tzw. jednego, solidnego zakupu. Nie z tymi bebechami. Amazon niby promuje w nim funkcję redukcji niebieskiego światła, tak aby nie męczyć wzroku nie oszukiwać naszego mózgu, że jest dzień, skoro już noc, ale śmiem włożyć to między bajki. Myślę, że założenia kampanii promocyjnej wokół Fire HD 8 Reader’s Edition są fajne, ale realizacja – hm… – mizerna. Oczywiście w jej ramach mieszczą się też darmowe abonamenty i dostęp do zasobów książkowych Amazonu i Audible, ale i tak na dość krótko (za free), więc chyba jednak lepiej postawić na klasyczny czytnik.

PS.
rzuciłem okiem na recenzje w anglojęzycznych serwisach Fire HD 8 i zbiera zaledwie trójkowe oceny…

[showads ad=rek3]