Asystent Google – głęboki oddech

5

Wreszcie jest! Oj, jak mnie to cieszy, że Google jako pierwszy dostarczył dla polskiego ryku kompletne narzędzie, które idealnie nadaje się do obsługi głosowej. A, że mam naprawdę spore, wieloletnie doświadczenie z Google Now, to samego Asystenta witam z niekrytą radością!

Asystent Google to hasło, które nie schodzi w ostatnich dniach z czołówek wszystkich serwisów i blogów technologicznych. Bardzo mnie to cieszy i wcale nie dziwi. To genialne rozwiązanie, które naprawdę pomaga w codziennym zarzadzaniu czasem, zadaniami, sprawami, które mamy do załatwienia, jest źródłem wielu informacji, a nawet pozwala na nieco rozrywki. Z tych ostatnich funkcji, które mają służyć opowiadaniu kawałów przez Asystenta, jakoś specjalnie nie mam ochoty korzystać, bo to akurat ma przepędzać nudę, a u mnie nie ma na nią miejsca.

Natomiast cała reszta funkcji, które oferuje Asystent Google, jest naprawdę fajna.

No dobrze – brakuje mi ciągłości rozmowy z Asystentem, bo stałe powtarzanie przed kolejnym pytaniem lub komendą frazy „OK Google” bywa jednak męczące, tym bardziej, że niekoniecznie trzymam zawsze w dłoni smartfona, aby tapać w ikonkę mikrofonu. Fajnie, więc gdyby przyszła związana z tym aktualizacja.
Po raz pierwszy znalazłem też dzięki Asystentowi Google sensowne zastosowanie dla… odblokowywania telefonu twarzą.

Może się to wydawać zabawne, ale tak w rzeczywistości jest. Bo Asystenta można obsługiwać z poziomu zablokowanego smartfonu dzięki usłudze Voice Match, która rejestruje i zapisuje model naszego głosu, a potem reaguje nawet, kiedy urządzenie jest wygaszone. Kiedy wypowiada się w takich okolicznościach frazę „OK Google” i chce o coś zapytać Asystenta – konieczne jest odblokowanie telefonu. Jeśli jest tylko czytnik linii papilarnych, to jednak męczy ciągłe przykładanie palca. Natomiast po rozpoznaniu twarzy ekran odblokowuje się automatycznie w trybie Asystenta. Trzeba oczywiście skonfigurować odpowiednio pod to telefon (u mnie aktualnie jest Mate 20 Pro, który to umożliwia), ale daje spory komfort.

Wiem – niekoniecznie musi Cię to przekonywać. Zwłaszcza, jeśli Asystent Google to taka nowość w Twoim życiu, że póki co oswajasz się z tym, że można w ogóle mówić do smartfonu.

Ale, kiedy wejdzie Ci w krew korzystanie z niego, to wówczas odkryjesz, jak przy dużej frekwencji używania tego rozwiązania przydaje się maksymalne upraszczanie interakcji z telefonem. Bo głos nie lubi, kiedy stoją mu na przeszkodzie dodatkowe gesty do wykonywania. Bardzo sobie więc chwalę teraz skaner twarzy, bo jest odpowiedzią na moje oczekiwania w tym względzie.

Zdaję sobie też sprawę, że jestem dość mocno zachwycony tym, że w końcu debiutuje w Polsce Asystent Google, ale naprawdę uważam, że to spory krok w dalszym rozwoju nowych technologii.

Bo to, co jest dla Asystenta kluczowe to fakt, że opiera się on na nauczaniu maszynowym, a więc nieustannie uczy. Staje coraz bardziej inteligentnym, przewidującym i bogatym w wiedzę. OK – nie do końca może jest to wiedza kompletna, często ograniczona do jakichś ogólników, a bardziej szczegółowe pytania generują po stronie Asystenta odpowiedzi z wyszukiwarki Google. Niemniej – pamiętam, w jakich powijakach było to wszystko przed kilkoma laty. Dziś możemy mówić o naprawdę wielkim skoku. Będzie on jeszcze większy – jeśli przekonasz się do tego, że można z tak pomyślanego towarzysza zrobić naprawdę przyzwoity użytek.

Bo to, co odróżnia Asystenta Google od Google Now, to chociażby to, że teraz usługa ta potrafi odmieniać nazwiska.

Banał? Do tej pory, jak chciałem zadzwonić lub wysłać SMS do Krzysztofa Bojarczuka musiałem mówić: „OK Google, zadzwoń/wyślij SMS do Krzysztof Bojarczuk”. Dzisiaj bez problemu Asystent rozpoznaje nawet dwuczłonowe nazwiska zapisane w mojej książce telefonicznej i z powodzeniem wykonuje żądane akcje rozumiejąc odmianę. To konkretne ułatwienie i nadaje sporo naturalności wypowiedziom. Interakcja staje się jeszcze prostsza i mniej krępująca. Oczywiście przy bardziej skomplikowanych nazwiskach słowiańskich mogą się zdarzyć wypadki przy pracy, ale ja u siebie ich nie zaobserwowałem.

Wprowadzenie Asystenta Google dodało też kilka kolejnych wariantów komend dotyczących tego samego zagadnienia lub zbioru tematycznego.

Można powiedzieć np. „OK Google, ustaw budzik na szóstą rano”, albo „OK Google, ustaw alarm na szóstą rano”, albo „OK Google, obudź mnie o szóstej rano”. Tak samo można postępować w przypadku innych wypowiedzi, jak chociażby zapytań o pogodę. Warianty komend były też dostępne przy Google Now, ale teraz są dla mnie czytelniejsze, a Asystent rozumie o co mi chodzi, nawet jeśli wypowiedź nie jest w stu procentach precyzyjna.
Dla mnie osobiście najbardziej kluczowe w codziennym funkcjonowaniu, jest obsługiwanie kalendarza, notatek i przypomnień.

W praktyce więc nie zmieniło się tutaj z mojej perspektywy absolutnie nic. Nadal tak samo dyktuję notatki do Keep, ustawiam zadania w kalendarzu (szczególnie w oparciu o konkretną lokalizację) oraz w taki sam sposób generuję przypomnienia. Przeliczam też tak samo waluty oraz wykonuję obliczenia na kalkulatorze po prostu prosząc mojego smartfona o konkretne równanie. To, czego mi brakowało, to że nie mogłem do tej pory w jednym ciągu (poza wyjątkiem, jakim była wysyłka SMS-ów przez aplikację Messenger od Google) wygenerować wiadomości na Facebook Messengerze, czy Hangouts. I póki co nadal tego zrobić nie mogę, ale teraz Asystent informuje mnie, że nie jest w stanie tej czynności wykonać. Gdyby jednak posiadł tę opcję, byłby dla mnie naprawdę niemal kompletnie użyteczny.

Podoba mi się też, że jak zapytasz Asystenta Google o repertuar kin, to sam zasugeruje na podstawie Twojej lokalizacje możliwość wyboru tych multipleksów, które są w Twoim mieście.

Czyli mówisz „OK Google repertuar kin”, ale u dołu ekranu wyświetlają się też podpowiedzi, jak jeszcze inaczej możesz powiedzieć, np. „OK Google, co grają w kinie Helios/Multikinie/Cinema City” etc. albo też „OK Google, godziny seansów filmowych w ten weekend”. Ta kontekstowość jest świetna, bo dotyczy wielu zapytań, jak chociażby tych związanych z restauracjami, czy spreparowaniem wiadomości o konkretnej tematyce: „OK Google, pokaż wiadomości polityczne/technologiczne/naukowe/kulturalne”.

To, do czego mogę dzisiaj zachęcać, to do dużej otwartości w kwestii poznawania Asystenta Google.

Jeśli ktoś czuje się skrępowany, niech znajdzie kilka minut w zaciszu swoich czterech ścian. Naprawdę warto spróbować. Zwłaszcza, że Asystent potrafi też świetnie zarządzać naszym inteligentnym domem, m.in. sterować oświetleniem. Właśnie przejrzałem skojarzone z tym ustawienia i okazuje się, że pamięta u mnie poszczególny podział na pokoje lamp Philips Hue, które testowałem pół roku temu. Wówczas używałem Pixela 2XL (TU recenzja i wideorecenzja) w języku angielskim i tak też sterowałem lampami. Bardzo miła niespodzianka, że wciąż pamięta układ oświetlenia oraz poszczególne tryby pracy, które dziś mógłbym aktywować już w języku polskim.

Nie wiem jeszcze, jak wielki wpływ pojawienie się Asystenta Google w Polsce będzie miało na to, jak Polacy będą korzystać z technologii, ale prawda jest taka, że dzisiaj praktycznie każdy smartfon z Androidem 5 i nowszymi wersjami tego systemu – jest w stanie zaoferować nam bezdotykową obsługę na bardzo przyzwoitym poziomie. Cieszy, jak cholera, że Google zrobił to jak należy. I zrobił to u nas pierwszy.

****
Zdjęcie tytułowe

Share.

About Author

Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny https://90sekund.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myśliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.