NIE-NARZĘDZIE

14

Jakkolwiek jestem wielkim fanem czystego Androida, prostych rozwiązań, efektywnego procesowania zadań i przede wszystkim WYDAJNOŚCI, nawet za cenę innych podzespołów, tak urządzenia od OnePlus mnie do siebie nigdy nie mogły przekonać. Oglądałem premierę 5T i zastanawiałem się, co jest nie tak z tym smartfonem, że mi nie podchodzi? Jak to jest, że gdyby to był Nexus, to sikałbym w majty i szukał pieluchy na przebranie, a kiedy jest to OnePlus, to czuję rodzaj zobojętnienia? (Chociaż nie jestem pewien, czy faktycznie tak bym przy Nexusie dziś reagował, jak przed chwilą napisałem…).

OnePlus 5T – fot. mat. pras.

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która sprawia, że odbieram rozwiązania od OnePlus tak beznamiętnie to fakt, że jednak… miałem już w rękach Note’8, korzystałem z DeX-a, każdego dnia funkcjonowałem z Moto Z2 Play z dołączonymi modułami bateryjnymi i boomboxem, a w weekendy oglądałem filmy z Insta-Share Projector. Że jednak czekam, jak oparzony na LG V30, a w pamięci mam nadal żywe wrażenia fotograficzno-muzyczne z Honora 9 i arcygenialną pracę Sony Xperii XZ Premium, a przy okazji nie potrafię się opędzić od myśli na temat HTC U11, którego uwielbiałem ściskać… No, i gdybym z najprostszych rozwiązań miał wskazać te, które nie kosztują 500EUR, wyceniane są na mniej niż tysiąc złotych i zwyczajne wręcz – to wybór padłby na coś z serii Moto G.

OnePlus 5T – fot. mat. pras.

Nowy OnePlus 5T jest, jak na moje oko, ładny. Po prostu ładny. Sześciocalowiec, który w prawie żadnym punkcie nie ściemnia, no chyba że przy Face Unlock (czy jak oni to tam nazwali, bo doszukać się nie mogę), przy prezentacji którego myślałem, że parsknę śmiechem. Wszystko w OnePlus 5T jest więc na wysoki połysk. Nawet pamięć wewnętrzna w standardzie UFS2.1, do czego przykładam ogromną wage, kiedy wpada w moje dłonie topowa słuchawka. Poza tym Snap 835, którego kocham miłością prawdziwie cyfrową, świetne przetworniki od Sony w aparatach na tyle i froncie, piękny AMOLED-owy wyświetlacz, wszystkie kluczowe czujki plus Sensor HUB tak dla mnie ważny, bezramkowe wzornictwo oraz wykonanie z anodowanego aluminium. Tak, wszystko co najistotniejsze jest. Czego, więc nie ma?

OnePlus 5T – fot. mat. pras.

Nie chcę wyjść na ewangelistę Note’a8, ale chyba to jednak ten produkt idealnie definiuje to, czego dziś najbardziej potrzebuję. I najadekwatniejszym słowem, które go określa będzie to: NARZĘDZIE. Note8 jest NARZĘDZIEM. OnePlus 5T po prostu smartfonem. Oczywiste? Nie – kluczowe rozróżnienie.

Share.

About Author

Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny https://90sekund.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myśliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.