Image default
Android

Snapdragon 805, 3GB RAM, ekran 2K – czas na flagową Motorolę Moto S!

Motorola to jeden z czarnych koni, które moim zdaniem są w stanie jeszcze mocno potrząsnąć rynkiem smartfonów. Nie tylko dlatego, że firma ma świetną historię, bardzo bogatą tradycję tworzenia telefonów oraz ogromne portfolio. Jej pomysły są wciąż ciekawe i pachną świeżością, a po odkupieniu od Google może liczyć też na kapitał nowego właściciela. Ostatnia seria Moto X, Moto G oraz Moto E to koronny dowód na to, jak wykonać urządzenie, które nie zostaje wyposażone w najszybszy hardware, a pracować może kapitalnie. Zresztą swoje zdanie wyrobiłem sobie na ten temat po teście Moto G, a po przeczytanych recenzjach Moto X, mogę się tylko domyślać jak dobrze jest w rzeczywistości. Teraz jednak prawdopodobnie przyszedł czas na bardzo mocną pozycję w ofercie Motoroli…

Moto S to smartfon, który będzie wyposażony iście królewsko. Ekran o przekątnej 5,9 cala ma wyświetlać obraz w rozdzielczości 2K, czyli wynoszącej 1440×2560 pikseli. Wewnątrz ma się znaleźć Qualcomm Snapdragon 805 z grafiką Adreno 420, a do kolekcji dochodzą jeszcze 3 GB pamięci RAM. Głównym aparatem fotograficznym z matrycą 13-Mpx uwiecznicie większość wspomnień oraz frontowym 2,1-Mpx pstrykniecie trochę selfie. Moto S ma trafić też do sprzedaży w pierwszej kolejności dystrybuowana przez amerykańską sieć komórkową Verizion. Możliwe, że pojawi się też w Wielkiej Brytanii. Tak ma to wyglądać na ten moment, chociaż bardzo ciekawi mnie, czy phablet dostanie wsparcie i aktualizację do Androida L, bo i na tym polu Motorola lubi pozytywnie zaskakiwać.

Kiedy premiera? Wiele wskazuje na to, że w czasie wrześniowego eventu, przy okazji którego ma się pojawić oficjalnie smartwatch Moto 360. Jest więc bardzo interesująco, ale też… jeśli zostanie przyjęta podobna strategia do tej, jaką wdrożono przy okazji Moto X, to nie spodziewałbym się szybkiego debiutu na rynkach europejskich. Zresztą, z takim hardware zapewne producent zażąda adekwatnej sumy za swoje nowe dziecko. Nikłą więc widzę szansę na debiut Moto S w Polsce.

Ale mając w pamięci, że Motorola została przejęta przez chińskiego giganta Lenovo, który po raz pierwszy w historii, w ostatnim kwartale sprzedał więcej smartfonów niż komputerów, o czym pisał w ostatnich dniach Przemek Krawczyk, jestem w stanie uwierzyć w ten projekt oraz sprzedażowy rozmach na dużą skalę. Bo skoro zmienił się właściciel firmy, to i plany może mieć zupełnie inne. Lenovo to przecież jeden z liderów sprzedaży smartfonów w Azji, a zatem jego marsz na Zachód mógłby się zacząć właśnie od Motoroli, czyli przedsiębiorstwa z ugruntowaną pozycją na rynku, któremu nie szło w ostatnich latach, ale to nie oznacza, że nie dysponuje perspektywicznym potencjałem.

Poza tym o phablecie od tego producenta plotkowano już wcześniej, o czym pisałem TUTAJ. Wówczas jednak była mowa o nadchodzącym Nexusie, rzekomo od Motoroli. Dzisiaj jestem w stanie uwierzyć w dwa warianty – phablet Moto S oraz Nexusa 6 właśnie z charakterystycznym “M” w logo. Na jedno i drugie urządzenie czekam z dużym zainteresowaniem. Takie nasycanie rynku phabletami byłoby więc potwierdzeniem, że rzeczywiście zaczynamy potrzebować tak dużych urządzeń. Jako, że od jakiegoś czasu skłaniam się ku jakiemuś urządzeniu około 6-calowemu, nie wykluczam, że chętnie widziałbym Moto S, jako swój drugi telefon. Bajecznie, gdyby mógł pojawić się taki Nexus 6. Swoją drogą byłaby to niezła konkurencja dla takich phabletów, jak Nokie 1320, 1520 oraz LG G Flex czy Sony Xperia Z Ultra.

Źródło, foto: coolsmartphone

22 komentarze

ko_sz Sierpień 18, 2014 at 10:50 pm

Hmm, ja uważam, że to szkoda, że ma mieć (rzekomo) 5.9 cala. Jak na smartfon (czy phablet – nie trawię tego pojęcia, bleee…) to dużo za dużo. Note ze swoim 5.7 to już ogrom, a ile przestrzeni. Droga ku 6 calom, to moim zdaniem krotka droga. Tak jak kiedyś szło się w jak najmniejsze telefony, tak teraz w jak największe skończy się tak samo. Po prostu obiektywnie trudno odmówić wygody w ekranach od 4 do 5 cali. Po to moim zdaniem powstały tablety jeżeli potrzebujemy podręcznego, większego ekranu, np. iPad mini ze swoim 7.9 do tego smartfon 4-5 cali. I bajka. Nie widzę dalekiej przyszłości dla smartfonów (tfu, phabletów) z wielkimi ekranami.

Michał Brożyński Sierpień 18, 2014 at 10:56 pm

Hahaha, dobre ;) Ja już kilka phabletów przetestowałem na blogu i bardzo je polubiłem. Właśnie kończę entuzjastyczną recenzję Lumii 1520, gdzie na 6. calach mogłem sobie swobodnie palcem dokazywać. Powiem Ci nawet, że Galaxy Note wcale nie wydaje mi się taki duży z takiej perspektywy – ot większy smartfon. Ale phablety to naprawdę fajne urządzenia. Rzuć okiem np. na moją recenzję zakrzywionego LG G Flex, tam to dopiero jest radocha z takiego ekranu https://90sekund.pl/test-recenzja-opinia-lg-g-flex-d955-wykraczac-poza-horyzont/

ko_sz Sierpień 19, 2014 at 1:51 pm

Masz nieporównywalne doświadczenie na tym polu, więc wierzę na słowo:) Pewnie brak obycia wpływa na mój osąd. Jednak patrząc na obsługę, to w wielu przypadkach jedna ręka musi wystarczyć. Przy tych – tfu – phabletowych wielkościach dwie rączki są niezbędne. Fakt, że jako drugie urządzenie, to może być pomocne i przydatne, zwłaszcza w podróży. No ale to kosztuje. Jako drugie wolałbym jednak tablet. Oczywiście to moje subiektywne podejście. Żałuję tylko, że tak często, przy tych topowych specyfikacjach kuszą się wyłącznie na duże wyświetlacze, rozumiem, że to wynika z rozdzielczości, która pewnie lepiej na takim blisko 6 calowym urządzeniu lepiej się prezentuje. Mógłby być zawsze 2. wariant z mniejszą rozdziałką i ekranem możliwym do obsługi jedną ręką;) Jednak pewnie nie zawsze się to opłaca…

Michał Brożyński Sierpień 19, 2014 at 1:54 pm

Tak, przy phabletach potrzeba dwóch rąk, ale one są też dobrze przygotowane do pracy jedną dłonią. Można dostosować przy której krawędzi chcesz widzieć pomniejszoną klawiaturę, a w Note 3 możesz pomniejszyć nawet cały wyświetlany rozmiar do dowolnego, akceptowalnego poziomu.

ko_sz Sierpień 19, 2014 at 2:03 pm

Fakt, widziałem tę opcję. Jest to rozwiązanie. Jakiś zawsze złoty środek. Cieszy to, że producenci starają się jakoś to dostosować, dzięki czemu można w końcu się przekonać i spróbować. Jakby SGN pozostał przy max 5.5 calach i jeszcze zmniejszyłby obudowę, szczególnie górną krawędź, najlepiej pozbywając się napisu “Samsung” to byłoby świetnie. Plus takie rozwiązania, o których piszesz i jest git. Pożyjemy zobaczymy. Może SGN4 mnie na tyle zachwyci, że przekroczę swoje granice:) Nie patrzą, zawsze marzył mi się Note:)

Michał Brożyński Sierpień 19, 2014 at 2:05 pm

Już Ci chyba o tym wspominałem, że piszesz o tym Note 4 tak, jakby dni Nexusa 5 w Twojej kieszeni były już policzone ;)

ko_sz Sierpień 19, 2014 at 2:07 pm

Haha, w sumie?:) Trochę tak brzmi…;) Ale raczej nie… Bardziej piszę w charakterze mrzonek. Nie będzie mnie stać. Nie w tym roku;) A za jakiś czas, kto wie…;)

Paweł Sierpień 19, 2014 at 11:15 am

Zgodze się z tobą. 5.9 cala to rzeczywiście za dużo. Posiadam Galaxy S5 i jego 5.1 cala, jest już dla mnie dużym ekranem, jednakże daje się go jeszcze wygodnie obsłużyć. 5.9 cala może być wygodne tylko wtedy jak Motorola wprowadzi taki sam zabieg jak LG w swoim najnowszym flagowcu, czyli zmniejszy ramki wokół samego ekranu i dzięki temu sama bryła telefonu się pomniejszy. Ogólnie mówiąc smartfon godny konkurencji, tylko według mnie będzie mieć za duży ekran.

ko_sz Sierpień 19, 2014 at 1:55 pm

Miałem jeszcze niedawno LG G2, miał ekran 5.2 i to był dla mnie max. Jest tak jak piszesz, LG do dużych ekranów ma rozsądne podejście i mimo ich wielkości, konstruuje obudowę tak, że da się to obsłużyć jedną ręką. Jednak nawet LG nie dałoby radę tak upakować wszystkiego aby taki smartfon z 5.9 calowym ekranem był wygodny do obsługi, nie mówiąc o jednej ręce. Po prostu są granice. Teraz jestem szczęśliwym posiadaczem Nexusa 5 i jestem mega zadowolony, biorąc poprawę na baterię. Ekran 4.95, bardzo wygodny z połączeniem gumowej obudowy, nie śliska się…

Paweł Sierpień 19, 2014 at 4:41 pm

Masz racje, 5.9 cala ekran jest tak duży,że nawet LG by nie dało rady go tak upakować by obsłużyć go wygodnie jedną ręką. A co do Nexusa 5 to uważam, że jest świetnym smartfonem, jednakże ma dwa minusy: 1. Aparat 8 Mpx to według mnie za mało jak na flagowca . 2. nie ma slotu na kartę pamięci dodatkową, co uniemożliwia dołożenie więcej pamięci, szkoda bo 16 GB to według mnie za mało.

ko_sz Sierpień 21, 2014 at 9:25 am

Zgodzę się co do wad. Fakt, nie jest to “flagowiec” idealny. W sumie nic w świecie nie jest idealne;) W mojej opinii w ogóle Nexus 5 jest dość specyficznym urządzeniem. Powiedziałbym, że jest on dla ludzi “świadomych”. Wiedzą na co się godzą i jakim kosztem. Tak miałem z wymianą G2. Wiedziałem co poświęcam:) I nie żałuje w ogóle. Karta pamięci jest minusem, ale dla mnie takim malutkim, możliwym do przeżycia. W miejsce tego minusa dorzuciłbym jedynie żywotność baterii. Mimo wszystko. Jednak to też rzecz, której byłem świadomy i nauczyłem się z tym żyć:)

Paweł Sierpień 21, 2014 at 9:33 am

A jeśli mógłbyś napisać, ile trzyma ci smartfon na baterii przy normalnym użytkowaniu?

ko_sz Sierpień 21, 2014 at 9:52 am

W jednym z komentarzy odpisywałem Michałowi (redaktorowi) jak Android L wpłynął na działanie mojej baterii. Obecnie własnie z tej wersji systemu korzystam. Oto co napisałem:

“Dojeżdżam codziennie do roboty pociągiem, więc mam też jak go trochę przetestować;) Zawsze mam włączone wifi lub LTE i GPS. Np. zaobserwowałem, że pod odłączeniu od gniazdka przy włączonym WiFi, synchronizacji i gps, tel przy wygaszonym ekranie przez ponad 2 godzinny nie zszedł z żadnej kreski, bateria 100%. Dzisiaj np. wstałem (jak na co dzień;)) o 4.45, odłączyłem tel i do 5.45 (z dokładnością;)) gdy dotarłem na pkp, to w między czasie miałem najpierw włączone Wifi (i jak zwykle ciągła synchronizacja, gps), pisałem sms, wychodząc z domu szedłem z Runtastic, LTE i GPS oraz słuchałem muzy. To wszystko przez tą godzinę zjadło mi 1% z baterii. Myślę, że to dobry wynik;) Potem jazda pociągiem (GPS i LTE włączone – na mojej trasie często gubi i szuka zasięg, przełącza się na 3G, itp., itd – co ma wpływ na baterię) 2 godziny filmu (ostatnie 2 odcinki serialu Fargo – swoją drogą genialny serial:)) i kończę na pkp w Poznaniu z baterią na poziome 70%. W porównaniu z dotychczasowym użytkowaniem widzę poprawę o ok. 15%.”

Nie oglądając filmów, jestem w stanie cały dzień “roboczy” wytrzymać na jednym ładowaniu. Dla mnie oznacza to od godz. 4.40/45 do 21/22.

Podsumowując, normalne, codzienne użytkowanie dla mnie, to zawsze działający internet (wifi albo 3g/LTE), gps, ciągła synchronizacja, sms’y, messenger od Facebooka, Google Hangout i mail, oraz muza z WiMPa albo audiobook z Audioteki ;) Aha, podświetlenie działa w trybie “auto”. Oszczędzanie baterii włącza mi się przy 15%. Oszczędzanie, które jest wbudowane w Androidzie L, a które polega na zmniejszeniu wydajności smartfona.

Paweł Sierpień 21, 2014 at 10:08 am

Stosunkowo niezły wynik jak na tak intensywne użytkowanie. A tak z innej beczki, to Nexus już dostał aktualizacje do Android L, nie wiedziałem, że już jest aktualizacja do nowego Androida, ciekawe kiedy trafi do Samsunga. Pewnie za jakiś miesiąc może dwa. :/

ko_sz Sierpień 21, 2014 at 10:27 am

Nie, nie ma jeszcze aktualizacji. Korzystam z wersji deweloperskiej. Została oficjalnie udostępniona przez Google, ale tylko na Nexus’a 5 lub Nexus’a 7 2014. Mimo tak wczesnej wersji systemu chodzi naprawdę świetnie i działa stabilnie.

Paweł Sierpień 21, 2014 at 10:56 am

Jestem bardzo ciekawy oficjalnej wersji Androida L.

ko_sz Sierpień 21, 2014 at 11:21 am

Nie wiem jak Samsung, ale HTC i chyba Sony, zapowiedzieli już, że wdrożą nowego Androida do 90 dni od oficjalnego ogłoszenia przez Google.

Paweł Sierpień 21, 2014 at 1:12 pm

To jest wada właśnie posiadania smartfona z Androidem innego niż Nexus. Ponieważ nie dostaje się bezpośrednio od Google aktualizacji systemu i niestety trzeba czekać dłużej, a tu czasem nie da się wytrzymać ;). Jeszcze takie pytanko jedno: jak oceniasz Androida L w tym momęcie i czy bardzo różni się od KitKata?

ko_sz Sierpień 22, 2014 at 2:17 pm

Kitkat działał świetnie. Zero problemu, wszystko śmigało. Jednak wiedząc, że mam okazję już mieć Androida L nie mogłem się powstrzymać:) Na tym etapie trudno jest porównywać obie wersje, “elka” jest w fazach testowych, jeszcze trochę do oficjalnego wydania, a Kitkat już jest solidnie dopieszczony. W normalnym użytkowaniu nie da się raczej odczuć różnicy. “elka” działa płynnie, stabilnie. Co przemawia na korzyść “elki” to filozofia “Material Design”. Co prawda jest ona dopiero w powijakach, ale jak już wszystko dojrzeje to będzie pięknie. Na razie ekostystemu nie jest dostosowany do tej filozofii. Nawet aplikację Google’a. Poza wbudowanym, mającym dawać przykład wyglądu, animacji, kalkulator ;) Wizualnie bardziej mi się podoba, np. wygląd ostatnio używanych programów, belka powiadomień, ustawień i w ogóle ustawinia same w sobie. Material Design czerpie garściami z Flat Designu i dorzuca trochę od siebie. Podoba mi się. Więc jak spojrzysz na to co opisuje to można stwierdzić, że prym wiedzie strefa wizualna. Wydajność jeszcze dopieszczą, choć tak jak piszę, w codziennym użytkowaniu, czyli takim jak opisywałem wyżej w komentarzach nie odczuwam różnicy, wręcz na korzyść “elki” dzięki wprowadzonym usprawnieniom.

Paweł Sierpień 23, 2014 at 12:54 pm

Z tego co opisałeś wyżej, już jest dobrze ale nie perfekcyjnie. W takiej sytuacji pozostaje nam czekać na oficjalną wersje.

ko_sz Sierpień 23, 2014 at 1:01 pm

Zgadza się ;) ale i tak nigdy nic nie będzie perfekcyjnie i idealne. Jak to w życiu. Jednak można być blisko ideału i jeżeli zrobią wszystko jak trzeba to możliwe, że tak będzie. Z drugiej strony pojęcie ideału jest subiektywne. Jak ze szczęściem. Dla każdego co innego znaczy ;)

Paweł Sierpień 23, 2014 at 3:36 pm

Zgadzam się z tobą w 100% :)

Komentowanie zamknięte