Image default
Android

Świat mobilny po aferze Snowdena potrzebuje prywatności. A tą ma gwarantować BlackPhone!

Po aferze PRISM, którą rozpętał w zeszłym roku Edward Snowden przyszło sporo miejsca na refleksje na temat tego, co uważamy za prywatną sferę naszego życia oraz jak bardzo chcemy się nią dzielić z wielkimi, amerykańskimi korporacjami, które przekazują je rządowym służbom. W praktyce wyszło tak, że nikogo za bardzo to nie obeszło. Od Google nie zauważyłem odpływu użytkowników, nikt nie pomstuje na Microsoft, a świat dalej kręci się w tym samym kierunku. Ale nie wszystkim podobają się doniesienia Snowdena. Paradoksalnie, powstała produktowa nisza do wypełnienia. Chcecie mieć więcej kontroli nad swoimi prywatnymi danymi? Kupcie BlackPhone’a, czyli smartfona, który zabezpieczy przed inwigilacją.

BlackPhone został zaprezentowany po raz pierwszy na tegorocznych targach MWC w Barcelonie. Pracować ma na systemie Android i być efektem współpracy Geeksphone oraz Silent Circle. Oczywiście nie jest to smartfon, którego nie da się namierzyć, podsłuchać lub zhakować. Już samo to, że działa na systemie od Google stoi w sprzeczności z próbą ukrycia czegokolwiek, ale nie wszystko stracone.

Urządzenie jest wyposażone w szereg aplikacji, które mają podnieść naszą kontrolę nad tym, co prezentujemy. Dodatkowo ma kontrolować, jakie informacje są zbierane przez określone aplikacje, które instalujemy ze Sklepu Play. Często jest bowiem tak, że pobierany program chce mieć dostęp np. do naszej książki adresowej, mimo że nie ma zupełnie nic wspólnego z aplikacją kontaktów. Jeśli nie wyrazimy zgody na takie uprawnienie, aplikacja się nie zainstaluje. W związku z tym BlackPhone wyśle zamiast prawdziwej książki, pustą bazę. Nie powiem, przydatne.

Ale z drugiej strony jest to też rozwiązanie, które będzie od Was wymagało nieco kompromisów pod względem sprzętowym. Smartfon posiada 4,7-calowy ekran z rozdzielczością 720p. Za moc obliczeniową odpowiada 4-rdzeniowa Tegra 4i z zegarem 2 GHz. Wspomagać ma ją 1 GB pamięci RAM, a na dane przeznaczono 16 GB przestrzeń wewnętrzną. Na wyposażeniu jest też obsługa LTE oraz 8-Mpx główny aparat fotograficzny.

Jak na swoje możliwości tani nie będzie. Kosztować ma 629 dol., więc nawet jak na amerykańskie warunki jest to dość drogo. Jego twórcy chwalą się, że w przedsprzedaży rozszedł się jak ciepłe bułeczki, a oficjalnie w sprzedaży ma się pojawić w ciągu najbliższych trzech tygodni. Nie ma też powodu, żeby nie wierzyć w potencjał BlackPhone, bowiem jego twórcom z Silent Circle udało się zebrać 30 mln dol. od inwestorów i prywatnych darczyńców, którzy dotowali projekt z własnej kieszeni. A to już pokazuje, że grono ludzi chcących zatroszczyć się o swoją anonimowość jest naprawdę spore. Pytanie, czy rzeczywiście dostajemy produkt, z którym możemy czuć się bezpieczniej? Ja tego tak nie widzę…

Źródło, foto: phonearena, blackphone